Ostatnio rzuciła mi się w oczy odmienna pisownia nazw obcych w różnych językach .Postanowiłem się temu przyjrzeć.
Po polsku sprawa jest całkiem prosta .Trzymamy się pisowni oryginalnej.Swoją drogą pisanie "lancz" zamiast lunch i tak dalej wydaje mi się nieco żałosne. Tym bardziej denerwuje mnie coś w stylu "Heloł maj nejm is..."
Weżmy teraz język serbski .Oni piszą ,jak słyszą.Stąd się bierze Barsa i Menczester Junajted ,żeby nie być gołosłownym .
Czesi natomiast nazwiska żeńskie zapisują według własnych zasad językowych ,stąd Venus Williamsova.(a długie ).Wybaczcie lenistwo ,nie chce mi się przełączać języka klawiatury tylko dla tej jednej kreski.
Podobnie mają LItwini .Fakt ,że Czesław Miłosz to Česlovas Milošas wynika z reguł ,jakimi eządzi się język litewski.
Węgrzy natomiast zawsze jako pierwsze zapisują nazwisko .
Te rozbieżności wydały mi sie ciekawe chociaż nie zawsze oczywiste .
Skoro już o Litwie wspomniałem będzie piosenka po litewsku .Jeżeli chodzi o tekst wiem tylko tyle że cigarete to zapewne papierosy .Ale klimat tej piosenki uwielbiam .Tekst też musi być dobry .
Może ktoś znający litewski przeczyta i dla "Języków po mojermu " przełumaczy ...;)
Zakurzył się mój blog..oj zakurzył strasznie .W ramach odświeżenia postanowiłem opisać moja metodę nauki.
Każdy,kto kiedykolwiek uczył się języka stykał sie z różnymi ,mniej lub bardziej efektywnymi metodami .Moja nie jest niczym odkrywczym ,właściwie takim mixem wszystkiego .Ale może komuś się przyda..
Już od samego początku staram się równoważyć umiejętności rozumienia wynikające ze słuchu i z czytania tekstu . Mam na myśli słuchanie radia i muzyki w danym języku podczas codziennych czynności .Jednak nie podczas samej nauki .To rozprasza moim zdaniem naszą uwagę .
Po drugie ;kładę duży nacisk na korespondencje .Wymieniając maile za użytkownikiem danego języka możemy poznać język bezpośrednio taki jaki jest .Niektóre podręczniki prezentują zwroty zbyt przestarzałe czy oficjalne.
Po trzecie; każde nowe słówko zapisuję sobie w zeszycie +wbijam do Anki. Co ważne,warto zapisywać w obie strony (ufam ,że rozumiecie ,co mam na myśli )
Po czwarte ;w trakcie nauki mówię do siebie.To daje naprawde dużo,pomaga się przełamywać .
Po piąte i najważniejsze ;Skupiam sie na kilku różnych podręcznikach.Każdy ma swoje wady i zalety więc różnorodność jest konieczna
PO francusku jeszcze nic nie było a wiem ,że niektórzy blogowicze sie uczą ;) Mniej już zapału troche brak żeby to B2 jeszcze podnosić wyżej..
Początkowo zastanawianie się nad tym wydało mi się niepotrzebne i (w pewnym sensie) zwyczajnie głupie .
Po dłuższym namyśle zdecydowałem się jednak pomyśleć nad tym ile czasu potrzeba by opanować język x na poziomie "bardzo dobrym " .Wiadomo,że im mniejszy poziom ,tym szybciej go osiągniesz Dlatego,postanowiłem wykluczyć w rozważaniach poziom podstawowy i średnio zaawansowany .
Nie chcę też uwzględniać tutaj esperanta .Jest rzeczą oczywistą dlaczego ;)
Mam na myśli poziom na którym jest możliwe swobodne czytanie ,pisanie i przebywanie w kraju w którym język x jest językiem urzędowym .
Wiadomo że wpływ na tą kwestię ma szereg czynników , między innymi :motywacja ,dostępność materiałów,chęci i indywidualny talent . To jest niepodważalne .
Radziłbym natomiast nie ufać statystykom i róznego rodzaju danym .Poziomy opanowania języka to kwestia mocno indywidualna . Wiadomo,że żadna szkoła językowa/kurs nie nauczy grupki uczniów tego języka x na takim samym poziomie. Jeżeli grupa uczniów zna język na poziomie powiedzmy B2 każdy z nich zna go lepiej lub gorzej .Przechodząc do sedna ; Poziom Twojej znajomości języka zależy tylko i wyłącznie od Ciebie! Nie ufałbym też kursow w stylu "Język w miesiąc/3 miesiące /6 tygodni " Reklama dzwignią handlu jest od zawsze a rzeczywista skuteczność kursów tego typu jest dyskusyjna. Uczysz się języka ,nie licz ! Zakładając sobie liczbę godzin potrzebną na opanowanie języka popełniasz błąd .Godzina spędzona z językiem to nie zawsze godzina przepracowana .Człowiek nie jest przecież maszyna do zdobywania wiedzy . Na rzeczywiste opanowanie języka potrzeba lat.Lat ciężkiej i systematycznej pracy .Przychodzi moment kiedy postępów jest coraz mniej tzw.efekt plateau.Trzeba go przetrwać ,niekiedy niejednokrotnie podczas nauki .Poza tym nad znajomością języka trzeba pracować poprzez stały kontakt . Zarówno z językiem pisanym jak i mówionym.
Jednak nikogo nie trzeba chyba przekonywać ze warto .Naprawde warto .
Miała być przy okazji postu o języku niemieckim ,będzie teraz .
Dziś będzie na temat pewnej pasywnej umiejętności o której przydatności przekonałem się dopiero niedawno.
Jako mieszkaniec Śląska Cieszyńskiego z językiem czeskim miałem do czynienia nader często .Właściwie nie pamiętam kiedy zetknąłem sie z tym językiem po raz pierwszy .Od małego oglądałem bajki czy czytałem czeskie książeczki,które z Ostravy przywoził swego czasu mój dziadek .Czasem łatwiej złapać tutaj czeskie radio niż polskie co też miało pozytywny wpływ na moją znajomośc tego języka.Co jakiś czas też wybiore się do Czech bo jest tam kilka naprawde przyjemnych miejsc .O walorach smakowych tamtejszego piwa też trzeba wspomnieć ;)
Na moje pasywne umiejętności kolosalny wpływ miała też cieszyńska gwara,którąmoi dziadkowie i inni starsi cieszyniacy mówią biegle,Bohemizmy możnaby mnożyć,jak np .dziwać się(w języku literackim patrzeć ),obuwać (w odmianie literackiej języka polskiego ubierać ) czy chlebiczek (w czeskim jest zamiast "cz" c z haćkiem,każdy wie jak ta litera wygląda ;) )
W Internecie roi sie od rzekomo śmiesznych zbiorów czeskich wyrażeń,które są stekiem bzdur w swojej lwiej części .W języku czeskim NIE MA czegoś takiego jak drevni kocur czy odchody autobusowe .Ale z drugiej strony po tamtej stronie Olzy też czasem się z Polaków roześmieją .
Ważna sprawa dla wybierających się do Czech ; po polsku szukać to po czesku wulgaryzm ,ostrzejsza forma naszego "pieprzyć " . Jak nie chcecie dostać od kobiety w twarz mówcie hledat ;)
O tym ,jak wiele dają moje umiejętności swobodnego rozumienia Czechów i czeskich mediów przekonałem się dopiero niedawno.Będąc w sanatorium w województwioe świętokrzyskim natknąłem się na film w czeskiej telewizji .Moi koledzy ze świętokrzyskiego sądzili że to jakiś bełkot natomiast ja wiedziałem o czym jest film i rozumiałem dialogi .
Morał z tego taki że czasem nawet miejsce zamieszkania daje znajomość języka obcego.
W zeszłym tygodniu nie było piosenki,blogger zawalił.Teraz będzie czeski odpowiednik naszych Maleńczuka ,Loski czy Kaczmarskiego . Ciekaw jestem ,jak dużo zrozumieliście z piosenki ? ;)
W ostatnim czasie doskwierał mi chroniczny brak czasu.Nadeszły wakacje więc czas na nowy wpis . Dzisiaj będzie o języku znienawidzonym przez większość który de facto taki straszny nie jest.
W naszym kraju naukę niemieckiego z reguły rozpoczyna się wcześnie i niestety nieudolnie . Nie dziwie sie że moi znajomi po nauce trwającej 3-6 lat nie potrafią powiedzieć nic poza "Ich bin...(wstaw imie ).Ich mag ..(wstaw pierwsze z brzegu typowe zajęcie ) .I na tym koniec .Gdybym osobiście był tak kiepskim nauczycielem poszedłbym chyba pieszo do Lichenia i z powrotem licząc na cudowne odkupienie win .
Przykładowa lekcja niemieckiego wygląda tak ; Jest nauczyciel który gada coś od rzeczy o jakichś akusativach ,dativach i spółce i klasa która nic nie rozumiejąc oczekuje dzwonka . Ewentualnie głupie historyjki o Panu Mullerze ,który pracuje na poczcie . I dziwią sie wszyscy że nikt po niemiecku nie chce/nie potrafi mówić .
Nastawienie ucznia to inna sprawa .Lwia część nastolatków żyje w przekonaniu że Niemcy są antypolscy i należy ich nienawidzić za to co działo się za czasów Hitlera .
Przeciętnemu nauczycielowi nie zależy żeby przerwać pętle nienawiści i pokazać że niemiecki wcale nie jest taki twardy . Ja również byłem ofiarą tej propagandy twierdząc przez lata że niemieckiego nienawidzę .
Dzięki muzyce zmieniłem zdanie.
Poza tym nigdy będąc w Niemczech nie odczułem żebym był traktowany źle ze względu na polskość .Wręcz przeciwnie .
A Wasze odczucia ? Zapraszam do dyskusji na ten dosyć modny temat
Zdaje sobie sprawę że łatwo połamać zęby próbując pisać cokolwiek na temat tego języka . Pojawiło się ostatnio w mojej głowie kilka przemyśleń z tym związanych .
Odkąd pamiętam język angielski jest na szczycie jeżeli chodzi o tak zwaną 'międzynarodową użytecznoś W tych czasach angielski stał się obowiązkiem . Panuje pogląd że "z angielskim dogadasz się wszędzie " .Czy aby na pewno ? Do dziś pamiętam niezwykle pociągającą Węgierkę w Debreczynie która chcąc zapytać o imie powiedziała po prostu " my name is " w sposób odpowiedni dla zadawania pytań .Ten przykład nie miał na celu pokazania że Węgrzy to naród tępaków(bo tak nie jest ) . Dochodzę do bolesnego wniosku że nawet znając język angielski perfekcyjnie w niektórych krajach jesteś zmuszony na głupi uśmiech i machanie rękoma .
Zresztą internacjonalizacja angielskiego wpływa na powstawanie niepoprawnych wzorców wymowy . Co znacznie utrudnia komunikację . Moja nauczycielka twierdzi że za 15 lat obok british i american powstanie ,"polglish .rusglish,chinglish " etc Smutne to i śmieszne jednocześnie . Ciekaw jestem co na to Brytole ? ;)
Swoją drogą mam wrażenie że w tym kraju dobrzy filologowie angielscy siedzą w piwnicach .Co powoduje że do szkół posyła się beztalencia .Ludzi ,którzy skończyli filologie "bo jest moda " . Którzy nie potrafią dobrze przekazywać wiedzy . Bo z autopsji wiem ,że to wbrew pozorom zadanie nadzwyczaj trudne .
Inna sprawa że polska szkoła robi spory błąd . Każdy mówi jak chce ,pisze jak chce ale gramatyka to przecież podstawa . Ucznia który zapomina o dodaniu -s w 3 osobie Present Simple uczy się na siłe okresów warunkowych .Efekt jest taki że 80 % licealistów zamiast mówić płynnie ,duka niegramatyczne niby-zdania . W Londynie wziętoby takiego typowego licealiste za niedouczonego uchodżce z Kambodży .
Tak więc stwierdzenie "prawie każdy zna angielski " uważam za bzdurne pobożne życzenie .Angielski na pewnym poziomie traci całkowicie na atrakcyjności . Staje się smutnym przymusem.
Jakie są wasze odczucia ?
Na koniec piosenka która najbardziej mi się z UK kojarzy . Punk jeszcze żyje moi drodzy .
Początek miesiąca zwykle sprzyja planowaniu .Postanowiłem więc stworzyć listę języków które chciałbym opanować w ciągu najbliższych kilku lat Na samym początku zaznaczam że przez "opanować " rozumiem poznać na poziomie pozwalającym na bezproblemową komunikację z użytkownikami tego języka . Dodatkowo w planach mam studia językowe . Zastanawiam się poważnie nad wyborem kierunku ale o tym może kiedy indziej .
Pierwszym językiem,który chciałbym opanować jest język węgierski .Węgry to kraj który zdążyłem w pewnym stopniu pokochać jeżdżąc tam na rodzinne wakacje od ponad 10 lat . Mimo tego w dalszym ciągu nie umiem nic poza "podstawowymi podstawami " . Węgierski mówiony to moim zdaniem rozkosz dla uszu.W związku z tym planuje rozpocząć projekt pt . "Węgierski :A2 w 2 miesiące,czy można? " .Nawet jeśli A2 okaże sią czymś nieosiągalnym zamierzam do sierpnia nauczyć się jak najwięcej poświęcając na ten cel ok.2 godzin dziennie . Jestem teraz na etapie szukania podręcznika(ów) więc gdyby dziwnym trafem wpadł tutaj ktoś węgierskojęzyczny byłbym niezwykle usatysfakcjonowany . Język fiński :Zaczęło się od facynacji fińską muzyką a potem samą Finlandią . Dosłownie zakochałem się w brzmieniu tego języka . Mówiony/śpiewany fiński pozwala mi się uspokoić i zapomnieć na chwile o problemach .Niestety brak jakiegokolwiek podręcznika z porządnymi objaśnieniami gramatycznymi sprawił że porzuciłem naukę na jakiś czas . Wymowa nie sprawia mi żadnego problemu . Rozmawiając kiedyś ze znajomą Finką usłyszałem że "niejeden Fin mówi gorzej . Język niemiecki .Generalnie kwestii beznadziejnego poziomu niemieckiego w szkołach planuje poświęcić osobny artykuł .Zawsze czuję się dziwnie będąc zmuszonym używać angielskiego w rozmowach z Niemcami więc planuję kiedyś porządnie poznać niemiecki , Język szwedzki : Ludzie mówią "twardy " ja mówię "całkiem śpiewny ".Jeżeli miałbym wybrać języki uważane przeze mnie za twarde byłyby to ;norweski,duński,niemiecki i niderlandzki Język serbski;Brzmieniowo n śliczny ,gramatycznie ciekawy.Gramatykę niestety mocno kalecze narazie ;)
Niemniej ,nauczenie się cyrylicy było dla mnie dużą sprawą .Przekonałem się wtedy że nawet ze sporą niepełnosprawnością można nauczyć się innego systemu pisma.Kiedyś opisze pewnie tą sprawę szerzej Język hiszpański ;Francuski już znam a pozostałych romańskich nie lubie . Hiszpański jest więc następnym celem .Hiszpański z Hiszpanii żeby była jasność.
To byłoby na tyle jeżeli chodzi o najbliższe lata . Plan może ulec zmianie biorąc pod uwagę jak mało jest języków których szczerze nie lubie .Widać zresztą że jeżeli chodzi o języki indoeuropejskie jest (jeśli sie nie mylę ) przynajmniej jeden z każdej grupy oprócz bałtyckich .Plany są spore o realizacji będe (mam nadzieję ) pisał na bieżąco ,Oczywiście będe szlifował języki ,które już znam czyli polski ,angielski,francuski ,esperanto i czeski .
Pomysłów na nowe artykuły jest sporo jednak ostatnio ciężko u mnie z czasem na to żeby publikować . Jednak obiecuje w najbliższym czasie robić to częściej .
Ta piosenka towarzyszy mi dzisiaj od rana będzie więc także na blogu ;